Co było i wraca, przyprawia o kaca. Po dotkliwych porażkach z Legią (0:4) i Wisłą (1:4) przyszedł czas na kolejną kompromitację. Rękę do niej dołożył były szkoleniowiec Zagłębia Dariusz Fornalak, obecnie sterujący ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Co było i wraca, przyprawia o kaca. Po dotkliwych porażkach z Legią (0:4) i Wisłą (1:4) przyszedł czas na kolejną kompromitację.

Rękę do niej dołożył były szkoleniowiec Zagłębia Dariusz Fornalak, obecnie sterujący poczynaniami gliwiczan. Z Lubina zwolniono go w listopadzie 2008 r., w czasie pierwszoligowych wojaży. Na decyzji zaważyły słaby styl gry i brak odpowiedniej reakcji trenera na boiskowe wydarzenia. Miedziowi zajmowali w tym czasie drugie miejsce w tabeli.

Wróćmy do sobotniego dramatu. Piłkarzy Zagłębia Lubin stać było na 15 minut znakomitej gry w meczu z Piastem. W ciągu otwierającego kwadransa zdołali oddać siedem strzałów na bramkę, w tym aż cztery celne. Dominowali absolutnie! W 6 minucie po centrze Michała Golińskiego główkował Świerczewski i tylko ofiarna interwencja Mariusza Muszalika na linii bramkowej uratowała Piasta przed pierwszym celnym ciosem. Co się odwlecze, to nie uciecze. Trzy minuty później z lewej flanki dośrodkował Dinis, piłkę głową zgrał Caiado, a lis pola karnego Ilijan Micanski z zimną krwią wyprzedził bramkarza Piasta Jakuba Szmatułę i wpakował piłkę do siatki.

Potem była już tylko lawina. W telegraficznym skrócie. 17 minuta i 1:1. Niepilnowany Kamil Wilczek silnie uderzył zza pola karnego, piłka przełamała palce źle ustawionego Aleksandra Ptaka i ugrzęzła w oknie bramki. A obrońcy na czele z Przemysławem Kocotem przyglądali się temu jak zahipnotyzowani. 34 minuta. Lewa strona.

Tuż przed polem karnym. Z rzutu wolnego zacentrował Daniel Chylaszek. Na 5 metrze stał Kamil Glik. Agresywna główka i 1:2. Ptak był bez szans. Pilnujący Glika Łukasz Jasiński w momencie dośrodkowania zapewne skreślał multilotka. W dodatku nikt nie powiedział mu zapewne, że najlepiej byłoby wyprzedzać rywala i odcinać go od piłki, a nie... pokrywać od tyłu. 55 minuta. Fantastyczne podanie Łukasza Hanzela do... napastnika rywali Sebastiana Olszara.

Ten uderzył. Piłkę do boku odbił Ptak. Przy dobitce Wilczka nie miał już za wiele do powiedzenia. Pilnujący Wilczka Kocot mógł dopaść do futbolówki pierwszy, miał do niej bliżej. Zawiódł refleks. 72 minuta. Z zabójczą kontrą wyszedł Piast. Akcję zainicjował Olszar na środku boiska. Oddał piłkę Łudzińskiemu, który na prawej flance dostrzegł Smektałę. Ten zdecydował się na rajd prawym skrzydłem i wstrzelił piłkę wzdłuż pola karnego. Dopadł do niej Olszar. O dziwo, to on był najszybszy, a nie defensorzy Zagłębia, których od piłki dzieliło mniej metrów.

Tragedia w 84 minucie. Do główki skacze Wojciech Kędziora. Jego strzał stopuje poprzeczka bramki Piasta. Chwilę później rosły snajper zderza się głową z Kamilem Glikiem i nieprzytomny pada na murawę. Karetka odwozi go do szpitala z podejrzeniem ciężkiego wstrząśnienia mózgu. Blady strach pada na sztab szkoleniowy Zagłębia, bo Kędziora całą tegoroczną wiosnę stracił na rekonwalescencję po ciężkim urazie czaszki i już sama walka wręcz jest dowodem jego niezłomnego charakteru.

Pewne diagnozy zostaną przedstawione na początku tygodnia, ale najprawdopodobniej jego występ w piątkowym meczu z Ruchem Chorzów nie będzie możliwy (godz. 17.45).
- Nieprzyjemne przegrać trzeci mecz, tracąc cztery bramki. Nie wykorzystaliśmy sytuacji do podwyższenia, a potem zaprosiliśmy Piasta. Przegraliśmy na własne życzenie, większość moich piłkarzy jest jeszcze fizycznie i psychicznie w pierwszej lidze. To widać! - grzmiał trener Andrzej Lesiak.

Swoją drogą, dziwny sposób na mobilizację swoich zawodników. Inne pytanie - kto odpowiadał za przygotowanie graczy? I jak przeskoczyć kalkulacyjną grę Michała Golińskiego, który zapewne przedrepcze sobie resztę meczów do końca kontraktu w czerwcu 2010 roku za grubo ponad 30 tysięcy złotych miesięcznie. Pierwszoligowe zasługi to już zamierzchła przeszłość!

Teraz każdy kolejny mecz świadczy o piłkarskiej wartości. Jak wyeliminować przedszkolne błędy Jasińskiego i Kocota? Mozolnym treningiem. Kto ma trzymać w szykach defensywę, jeśli Michał Stasiak, mimo że solidny, gra naprawdę dobrze tylko w parze z pewnym partnerem w typie Arboledy i Sretenovicia?

Czy usadzić na ławce rozkojarzonego Ptaka i zaryzykować wstawienie niedoświadczonego Kopyła? W końcu sztuką jest stracić 12 goli. Przegrywać w takich rozmiarach może lubińska młodzież. Wtedy takie skutki uboczne nauki są usprawiedliwione. A tak Zagłębie pisze piękną kartę historii. Tak dramatycznego początku ligi nie miało nigdy. Trzy porażki z rzędu. 0 punktów, bilans - 2:12. I ukłon w stronę Piasta, który jeszcze nigdy nie zdobył w ekstraklasie 4 goli. Czapki z głów. Czas wziąć się do roboty!


Piłkarz meczu
Kamil Wilczek
Dwa gole pomocnika Piasta Gliwice. Pierwszy dla boiskowej metamorfozy. Drugi - na 3:1 - udokumentował niepodzielne panowanie jego zespołu na murawie. I pomyśleć, że nigdy wcześniej nie trafił dwa razy do siatki w jednym meczu.

Rozczarowanie meczu
Obrona Zagłębia
Mała wyliczanka. Błędy w ustawieniu, kryciu, brak szybkości. Aleksander Ptak - im trudniejsza piłka do obrony, tym lepiej. Strzały w zasięgu ręki puszcza w dziecinny sposób. Ewidentnie wychodzi brak solidnego zmiennika. Z Ruchem powinno czekać go spojrzenie z boku na boiskowe wydarzenia. Łukasz Jasiński. Zdecydowanie za wysokie progi. Kardynalne błędy. Przemysław Kocot? Pewnego poziomu nie przeskoczy.



Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!