Wałbrzyszanin Romuald Owczarek w trakcie badań archiwów firmy Telefunken natrafił na informacje dotyczące wojennych losów klasztoru w Lubiążu Wałbrzyszanin Romuald Owczarek w trakcie badań archiwów firmy Telefunken natrafił na informacje dotyczące wojennych losów klasztoru w Lubiążu

Wałbrzyszanin Romuald Owczarek w trakcie badań archiwów firmy Telefunken natrafił na informacje dotyczące wojennych losów klasztoru w Lubiążu (© Polskapress)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Wałbrzyszanin ujawnia tajemnice Lubiąża. Romuald Owczarek bada od kilku lat archiwa firmy Telefunken. Niedawno znalazł w nich informacje, które podważają dotychczasowe rewelacje o wojennych losach klasztoru w Lubiążu.

Wałbrzyszanin ujawnia tajemnice Lubiąża z okresu II wojny światowej. Wciąż trwa batalia o poznanie prawdy o wojennych losach klasztoru w Lubiążu. Obok wielu hipotez dotyczących rzekomego ukrycia w tym miejscu przez Niemców mitycznych skarbów, zwłaszcza złota i platyny, czy istnienia podziemnej fabryki zbrojeniowej, ostatnio zaczęły pojawiać się informacje, że w Lubiążu prowadzone były tajne prace nad prototypami tranzystorów.

Taka informacja znalazła się w książce pt. „Lubiąż. Mroczne tajemnice opactwa”, której autorami są Tomasz Bonek i Marta Ringart. Rewelacje zawarte w książce miały być oparte na artykule opublikowanym w niemieckiej gazecie „Die Welt” oraz na wywiadzie, którego udzielił Herbert Matare profesorowi Michaelowi Riordanowi, autorowi książki „Ogniowy kryształ. Narodziny ery informacyjnej”. Sprawa historii powstania tranzystora jest powszechnie znana i nawet dobrze udokumentowana. Wiele znakomitych opracowań na ten temat można bez problemu znaleźć również w internecie.

W rozmowie ż naszą redakcją wałbrzyszanin Romuald Owczarek, który od wielu lat zajmuje się tematyką niemieckich fabryk zbrojeniowych i ośrodków badawczych działających na Dolnym Śląsku w czasie II wojny światowej. Uważa on, że pojawienie się nowej ,,prawdy oczywistej” co do niezwykłego znaczenia ośrodka badawczego firmy Telefunken w Lubiążu, szczególnie w zakresie nazistowskiego programu dotyczącego tranzystorów, powinno być poparte przede wszystkim opublikowaniem dokumentów historycznych.

Owczarek wytyka również autorom książki zawarte w niej sprzeczności, jak np. tej o internowanych w Lubiążu Luksemburczykach. Mają potwierdzać, że w podziemiach klasztoru oraz w części parterowej pałacu opatów powstawały prototypy tranzystorów, co jest wręcz niemożliwe, ponieważ, Luksemburczycy zostali usunięci z klasztoru w styczniu 1943 r., kiedy nie było tam jeszcze placówki Telefunkena, nie mówiąc o pobycie Herberta Matare.

Od kilku lat Romuald Owczarek pracuje nad archiwami firmy Telefunken. Dzięki temu udało mu się poczynić wiele istotnych ustaleń dotyczących wojennych losów klasztoru w Lubiążu. Dotyczą one m.in. prowadzonych w tym miejscu prac nad udoskonaleniem detektorów kryształkowych, a także prac nad systemami radarowymi dla Luftwaffe i Kriegsmarine.

Z Romualdem Owczarkiem rozmawia Artur Szałkowski

• Jak z perspektywy poczynionych przez siebie ustaleń odnosi się Pan do sprawy prototypów tranzystorów, nad którymi Niemcy rzekomo mieli pracować w Lubiążu?

– Po badaniach historycznych nad działalnością w czasie wojny na terenie Dolnego Śląska dużych koncernów Kruppa i IG Farbenindustrie, zainteresowałem się inną wielką firmą Telefunken. Udało mi się nawiązać dobrą współpracę z Archiwum Muzeum Techniki w Berlinie, w którym znajduje się blisko 7200 teczek z aktami firmy Telefunken. Jest to wyjątkowe archiwum, bowiem ma znakomite elektroniczne rejestry z opisami akt, jak również przyjazną wyszukiwarkę. Nie ma problemu, by pocztą elektroniczną otrzymywać do domu skany dokumentów. Oczywiście nie ma oficjalnej teczki Telefunken Leubus (Lubiąż), ponieważ w czasie wojny placówka ta działała pod kryptonimem Schlesiche Werkstätten Dr Fürstenau und Co. GmbH. Co ciekawe, w korespondencji wewnętrznej Telefunkena najważniejsze placówki terenowe miały swoje drugie kryptonimy. I tak np. dla Legnicy było to ,,Maresi” a dla Lubiąża ,,Heinrich”. Co do kwestii prac nad tranzystorami w Lubiążu, to możemy rozmawiać tylko o tym, co potwierdzają dokumenty. Z tego co wiem, autorzy książki bazują tylko na przekazach medialnych oraz wspomnieniach pracującego w Lubiążu dr Herberta Matare, nie ujawniając żadnych dokumentów.

• Przypisuje się, że Herbert Matare i Heinrich Welker byli związani z berlińskimi zakładami Telefunken, pracując nad półprzewodnikami w ramach tajnego programu ,,Radar”.

– To jest nieporozumienie, szczególnie dotyczące genialnego fizyka Heinricha Welkera, który przez całe życie związany był z głównym konkurentem Telefunkena – firmą Siemens. Welker wraz Siemensem jako półprzewodnik preferowali german. Opatentowano wiele wynalazków z germanem, więc Telefunken znalazł się w trudnej sytuacji, bo mógł albo kupić licencję np. na detektory germanowe lub zacząć prace nad innym półprzewodnikiem, który można byłoby wykorzystać do budowy urządzeń dla nowych niemieckich systemów radarowych. Telefunken postawił na krzem, ale od początku były kłopoty technologiczne z uzyskaniem ,,czystych” monokryształów krzemu.
Nie było żadnego programu ,,Radar”. Trzeba tu jedną rzecz mocno podkreślić – w niemieckich dokumentach z czasów wojny nie istnieje termin,,radar” (tylko Funkmessgeräte). Zapewne chodzi o program, który został wdrożony w lutym 1943 r. Wtedy strącony został w okolicach Rotterdamu brytyjski bombowiec Stirling, na pokładzie którego znaleziono radar pokładowy H2S pracujący na falach długości 9,15 cm. Dzięki niemu możliwe było częściowe rozpoznawanie terenu (nawet w nocy). Niemcy wcześniej wstrzymali wszystkie badania na falach dziesięciocentymetrowych, uznając że są one mało przydatne w technice radarowej. W tym czasie najlepsze radary niemieckie Würzburg pracowały na falach długości 54,5 cm. Kiedy więc Niemcy odkryli, że alianci są daleko przed nimi z nowymi technologiami w radiolokacji powołali pod koniec lutego 1943 r. tajny zespół roboczy o nazwie Arbeitsgemeinschaft Rotterdam (AGR). Jego pierwszym zadaniem było zbudowanie kopii brytyjskiego radaru H2S. Kopię również nazwano ,,Rotterdam”, zapewne dla zmylenia wywiadów alianckich. Głównym celem było zbudowanie oryginalnego niemieckiego systemu urządzeń pracujących na fali długości 9 cm, ale temu programowi nadano kryptonim ,,Berlin”. Nie było więc żadnego programu o nazwie ..Radar”.
Specjalna grupa robocza AGR powołana została przez generała Wolfganga Martiniego – szefa łączności Luftwaffe, po rozmowie z dr Leo Brandtem z firmy Telefunken (współtwórca radaru Würzburg). W zespole tym nie pracował Herbert Matare. Efekty prac w Lubiążu prezentował na zespole zawsze dr Rothe, bezpośredni przełożony Matare.

• Podawane są informacje, że w Lubiążu powstawały prototypy tranzystorów, jako elementów udoskonalenia radaru. Projekt miał kryptonim ,,Naxos”. Z drugiej strony podaje się wypowiedź Matare, że zaczął on na własną rękę eksperymentować z półprzewodnikami.

– To mistyfikacja. Pisanie w formie dokonanej, że powstawały prototypy tranzystorów do radarów nie znajduje żadnego potwierdzenia w faktach. Jak by miał wygląda ten element radaru? Przecież nie nazywałby się tranzystorem, więc jak się ten element nazywał, jak był zbudowany? Szkoda, że autorzy książki nie podają konkretów, za to wszystko łączą z projektem ,,Naxos”. Oczywiście w technice radiolokacyjnej znana jest sprawa ,,Naxos”, ale nie ma to nic wspólnego z prototypami tranzystora. ,,Naxos” było prymitywnym urządzeniem o charakterze pasywnym, które pozwalało wykrywać zbliżające się bombowce brytyjskie, wyposażone w radar pokładowy H2S. Naxos” znalazł o wiele szersze zastosowanie w Kriegsmarine. To urządzenie potrafiło tylko wskazywać kierunek, z którego nadlatują samoloty. ,,Naxos” mógł to wykonywać dzięki nowym czujkom - detektorom krzemowym, które powstały w Lubiążu!

• Sugeruje się, że Matare pracował nad próbkami krzemu dostarczanymi mu przez Karla Seilera z Wrocławia oraz próbkami germanu otrzymywanymi od Welkera, nie do końca wyjaśniając, czemu miałoby to służyć.

– Matare, Welker i Seiler - wszystkich łączyła jedna sprawa - detektory, których zadaniem jest
wyszukiwanie odbitych fal o określonej długości. Matare i Seiler pracowali razem, w jednym pokoju w Lubiążu. Seiler zanim został ściągnięty z frontu współpracował z prof. P. Güntherem, pracującym nad półprzewodnikami w laboratorium Uniwersytetu Wrocławskiego. Kiedy Telefunken postawił na detektory krzemowe potrzebne były nowej jakości monokryształy z krzemu. Seiler został więc oddelegowany do prof. Günthera, gdzie wspólnie pracowali nad nową technologią uzyskania lepszych monokryształów. Ale w szybkim czasie okazało się to niemożliwe. Wciąż wykonywano polikryształki do tego zanieczyszczone i trudne do cięcia. W ich miejsce powstały nowe monokryształy krzemu, które nazwano syntetycznymi. To była nowość materiałowa, ale jednocześnie trzeba było wykonać wiele pomiarów, by znaleźć najlepsze parametry dla nowych detektorów. W lutym 1944 r. na posiedzeniu Zespołu Roboczego ,,Rotterdam” dr Rothe ogłosił: „Mamy nowe detektory syntetyczne do wykorzystania w urządzeniach, które będą mogły pracować na falach 9 cm” . Do tego czasu nawet na posiedzeniach wyżej wymienionego zespołu ukrywano wszelkie szczegóły prac nad syntetycznymi detektorami. Nie był to żaden wielki wynalazek, bo przecież detektory germanowe były produkowane już w tysiącach sztuk, gdy krzemowe dopiero miały wejść do produkcji. Póki co czekała je jeszcze długa droga testów, które były głównym zadaniem Matare. Nie jest prawdą, że Matare dostawał próbki germanu. Matare w swoich wspomnieniach napisał: „Dostawałem detektory germanowe z laboratorium spod Monachium. Oglądałem je pod mikroskopem. Monokryształy germanu były wysokiej jakości” . Nie ulega wątpliwości, że w czasie wojny Matare podglądał technologię Welkera, który osobiście pracował stale nad jakością monokryształów germanu.

• Po wojnie Matare pracował nad tranzystorem ostrzowym, podobnie jak naukowcy w laboratoriach AT& T Bell Labs w Nowym Jorku. Czy nie można tu doszukać się jakiś tropów wiodących do Lubiąża?

– Teorie związane ze zjawiskami zachodzącymi na styku półprzewodnik - metal znane były już przed wojną. Opisał je m.in. fizyk niemiecki - twórca tzw. diody Schottky'ego, w której zastosowano typ połączenia półprzewodnik - metal. Matare w Lubiążu zaczął swoje prace nad duodiodą (dioda ze wspólną katodą dla dwóch oddzielnych anod), które stosowane były głównie do celów detekcji - wykrywania fal. Styk między półprzewodnikiem a metalem był testowany w różnych formach; drucik, spirala, wstęga, itp. Matare w w wywiadach wspomina, że trakcie eksperymentów używał też dwóch ostrzy. Zapisywał sobie te wyniki, ale zeszyty z tych badań nie zachowały się. We wspomnieniach przyznał, że on w ogóle nie potrafił wyjaśnić wyników pomiarów i zachodzących zjawisk. Same eksperymenty zostały przerwane z uwagi na ewakuację placówki z Lubiąża do Turyngii, gdzie nie udało się uruchomić na nowo laboratorium. Wkrótce zostało zajęte przez Amerykanów. Kiedy w 1947 r. Welker dostał propozycję pracy w Paryżu ponownie nad germanem, potrzebował kogoś, kto będzie mógł wykonywać prace pomiarowe. Przypomniał sobie, że w Telefunkenie takie prace nad krzemem wykonywał Matare, więc zaproponował mu w pracę swoim zespole. Matare musiał zapomnieć o krzemie i nauczyć się zjawisk zachodzących w germanie. Wrócono do prac nad możliwością wzmacniania sygnałów i wtedy w ramach eksperymentów Matare zainteresował Welkera zastosowaniem ostrzowych styków. Uzyskano nawet pozytywne efekty i Matare już chciał to opatentować, ale Welker się sprzeciwił z prostego powodu. Nadal w sposób naukowy nie umieli podać dlaczego są takie wyniki, a nie inne. Teoria Schottky'ego w tym przypadku się nie sprawdzała i Welker uważał, że jak nie rozwiąże tego problemu w sposób teoretyczny, to nie ma sensu ogłaszać się z jakąś nowością Tym właśnie różnił się Welker od Matare. Sytuacja uległa zmianie, kiedy naukowcy z laboratorium Bella - John Bardeen i Walter Brattain ogłosili w czerwcu 1948 r., że zbudowali w grudniu 1947 r. działający tranzystor ostrzowy. Na tej samej zasadzie działało też paryskie urządzenie półprzewodnikowe Welkera i Matare, ale opracowane za pieniądze francuskich podatników. Matare nie krył zaskoczenia i wciąż zabiegał, by ich urządzenie też zostało opatentowane, co z kolei uzależnione było od zgody rządu francuskiego. Ostatecznie zgodzono się i do francuskiego Urzędu Patentowego zgłoszono nowinkę pod nazwą ,,Nouveau systeme cristallin a plusieurs electrodes realisant relais de effects electroniques”, czyli urządzenie kryształkowe do kontrolowania prądów elektrycznych z użyciem półprzewodnika. Matare i Welker swoje urządzenia nazwali transistronem. Warto wspomnieć, że idea tranzystora polowego została opatentowana w latach 1925-1930 w USA, Kanadzie i Niemczech przez polskiego naukowca (żydowskiego pochodzenia) spod Lwowa niejakiego Juliusa Lilienfelda. Nie potrafił on jednak zbudować działającego urządzenia. Dopiero tranzystory ostrzowe były prototypem, który stał się podstawą do teoretycznego opracowania w 1948 r, i zbudowania w 1950 roku tranzystora złączowego przez fizyka angielskiego Williama Shockleya. W 1951 r. Morgan Sparks, współpracownik Shockleya zbudował mikrowatowy tranzystor warstwowy (bipolarny), który wszedł do produkcji na skalę przemysłową. W tym czasie tranzystory ostrzowe nie miały już praktycznego znaczenia i ich produkcja została zaniechana.

• To w końcu o co teraz tyle szumu wokół Matare?

– Matare po wojnie uzurpował sobie prawo uwzględnienia jego prac badawczych przy detektorach i duodiodzie jako prac związanych w kierunku zbudowania tranzystora ostrzowego. Kiedy z okazji obchodzenia 50-rocznicy zbudowania pracującego tranzystora ostrzowego przygotowywano publikację z okolicznościowymi referatami. Matare napisał swoje wspomnienia z czasów wojny, ale nie poparł tego żadnymi dowodami. Artykuł Matare wylądował więc w koszu. W tym czasie wielką sławę zyskał Welker, które po krótkiej przygodzie w Paryżu wrócił do Siemensa, gdzie odniósł swoje największe sukcesy naukowe (nowe typy przewodników - arsenek galu, diody LED, światłowody). Zaczęto, szczególnie w Niemczech, ale też za sprawą zagranicznych historyków (Riordan, Handel, Wan Dormael) upominać się o uznanie większej roli Welkera i Matare przy badaniach nad półprzewodnikami. W 1956 r. wynalazcy tranzystora ostrzowego (Bardeen, Brattain) oraz tranzystora złączowego (Shockley) otrzymali Nagrodę Nobla. Welker umarł w 1981 r. W 2008 r. postanowiono uhonorować Matare - Pierścieniem Fundacji Eduarda Rhein w Hamburgu. Przyznawany jest za osiągnięcia uzyskane w długim czasie. Sam Matare otrzymał w 2008 r. to wyróżnienie za odkrycie wzmacniacza tranzystorowego w 1948 r. i 60 lat pracy naukowej. Niektórzy próbują nadawać tej nagrodzie rangę prawie Nagrody Nobla. Warto więc tu wspomnieć, że przed Matare takie wyróżnienie wręczono np. Walentynie Tierieszkowej za jej wkład w loty kosmiczne czy dyrygentowi Herbertowi von Karajanowi.•
Artykuł i wywiad zostały opublikowane w Panoramie Wałbrzyskiej 19 września 2016 r.

Z regionu

Komentarze (6)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Ślązakzmazur (gość)

Dlaczego mnie to nie dziwi? Najwyższy czas, aby usunąć tą patologię jaką jest ta wojna pomiędzy poszukiwaczami tajemnic III Rzeszy, służąca dyskredytowaniu osiągnięć jednych przez drugich. Panie Owczarek, nie jest Panu wstyd za takie oczernianie, w sumie swoich kolegów i koleżanki po fachu jakim jest pisanie? Jaki Pan znalazł to rewelacje na temat Telefunkena? My jako stowarzyszenie, uważamy za błąd logiczny opowiadanie ludziom o archiwum z Berlina, gdzie Bundesarchiv tonic innego jak dokumenty pozbierane po wojnie przez US - Army i przekazane Niemcom. Powtarzamy wszystkim ludziom, nie wierzcie w żadne bzdury typu, że ktoś coś znalazł w archiwach - tam nic nie ma! Szukać trzeba w prywatnych szafach, ale do tego mają dostęp naprawdę porządni pisarze a nie pseudo chemicy na usługach niemieckiej szczujni. Następnie, od wielu lat, w Austrii publikują papiery wyciągnięte z klasztoru w Lubiążu, jesteśmy ciekawi kto popełni plagiat pierwszy ale to już niedługo i pewna gazeta eksploracyjna zakończy swój żywot... Reasumując, patologie tego typu co czynicie, są haniebne dla Polaków i urągają zasadom uczciwości Panie Owczarek.

Jacek (gość)

Te dokumenty nie są z Berlina a są znalezione w klasztorze w skrytce. Ostatnio pewna osoba je zgłosiła i wystarczy sygnatury porównać. Ale zobaczymy jak sprawa się potoczy.

TG3A (gość)

Pytanie: czy ta drobnica to były tranzystory ? Trzy nóżki jeszcze o tym nie świadczą.

Tomasz (gość)

Widzę że dyskusja słabo się rozwija wiec ponagle pytanie. Czy dokumenty którę były odnalezione podczas akcji wojskowej w Lubiążu były dokumentami odnalezionymi w Lubiążu ? Mowa o dokumentach opisanych w książkach poświęconych wojennym losom Lubiąża. Może wrescie mity o Lubiążu prysną. Życzę powodzenia dla Pana Romualda w badaniu tajemnic.

xxxxx (gość)

Tranzystory oraz inne elementy telefunken i simens także wykopywalismy w okolicy zamku.wystarczy magnesem przejechac stawik koło klasztoru i będzie tego pełno.