23 lata temu doszło do jednego z największych pożarów w powojennej historii Wałbrzycha (ZDJĘCIA)

ARS
Potężny pożar, który omal całkowicie nie zniszczył Stada Ogierów Książ w Wałbrzychu, miał miejsce 30 października 1998 r. arch. red.
Mijają 23 lata od jednego z największych pożarów w powojennej historii Wałbrzycha. Mimo problemów z zaopatrzeniem w wodę strażacy stanęli na wysokości zadania i uratowali obiekt przed całkowitą zagładą. Spisali się także pracownicy Państwowego Stada Ogierów Książ, którzy uratowali konie przed śmiercią w płomieniach.

30 października 1998 r. w Stadzie Ogierów Książ w Wałbrzychu zorganizowano Hubertusa, czyli popularne święto myśliwych, leśników i jeźdźców. Po tradycyjnej gonitwie za lisem, która była zwieńczeniem części oficjalnej, uczestnicy imprezy przybyli około godz. 19. na teren stada. Tutaj ich oczom ukazał się dramatyczny widok. Spod dachu skrzydła kompleksu, w którym znajdowały się stajnie dla klaczy i źrebiąt, zaczęły wydobywać się kłęby dymu, a następnie języki ognia, który błyskawicznie zaczął trawić łatwopalną konstrukcję.

Pracownicy Stada natychmiast ruszyli na ratunek klaczom oraz ich potomstwu, które przebywały w płonącym obiekcie. Na szczęście konie rasy śląskiej, które hodowane są w Książu to zwierzęta spokojne i przewidywalne. Dlatego nie panikowały, gdy wyprowadzano je z palących się stajni na pobliskie pastwisko. Dzięki spokojowi ślązaków z Książa, uniknięto tragedii, jaka miała miejsce jedenaście lat później w trakcie pożaru stajni Wrocławskich Torów Wyścigów Konnych na Partynicach. Tam śmiertelnemu zaczadzeniu uległo sześć koni.

Pożar w Książu rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Łatwopalne elementy konstrukcji obiektu, zmagazynowane w nim siano i słoma oraz silny i porywisty wiatr sprawiły, że ogień zaczął rozprzestrzeniać się błyskawicznie. Pierwsza jednostka straży pożarnej z Wałbrzycha dotarła na miejsce po 12 minutach od zgłoszenia (obie jednostki ratowniczo-gaśnicze były wówczas ulokowane na południu Wałbrzycha - dop. red.). Tak po latach w rozmowie z nami wspominał akcję gaśniczą Andrzej Marzęda, który pełnił wówczas funkcję zastępcy komendanta Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Wałbrzychu.

– Po przyjeździe na miejsce stwierdziłem, że nie da się uratować ogarniętych płomieniami stajni, w których wybuchł pożar. Dlatego podjąłem decyzję, że należy uniemożliwić rozprzestrzenianie się ognia na sąsiednie obiekty, m.in. zabytkową drewnianą ujeżdżalnię. Większość strażaków z Wałbrzycha i z okolicznych jednostek, które brały udział w akcji gaśniczej, nie miała żadnego doświadczenia związanego z gaszeniem tego typu obiektów. Ja sam musiałem sięgnąć po swoje doświadczenia, kiedy byłem jeszcze młodym oficerem i wielokrotnie brałem udział w działaniach związanych z gaszeniem płonących stodół – wspomina Andrzej Marzęda.

Nie tylko brak doświadczenia przemawiał wówczas na niekorzyść strażaków. Największym problemem okazało się zaopatrzenie w wodę, niezbędną do walki z żywiołem. W jedynym dostępnym na miejscu hydrancie, ciśnienie wody było tak niskie, że nie był on w stanie zasilić nawet jednego wozu strażackiego. Znajdujący się w pobliżu staw, nie był jeszcze przystosowany do celów przeciwpożarowych. Niski był w nim również poziom wody. Dlatego trzeba było prosić o pomoc jednostki strażackie ze Świdnicy oraz Dzierżoniowa, które wysłały do Książa swoje cysterny z wodą. Ogółem w akcji gaśniczej na terenie Stada Ogierów Książ, uczestniczyło ponad stu strażaków, w tym również strażaków ochotników. Po wielogodzinnej walce z żywiołem udało im się uratować znaczną część obiektu. doszczętnemu spaleniu uległy tylko stajnie dla klaczy i źrebiąt.

– Najważniejsze, że w pożarze nikt nie zginął i uratowane zostały wszystkie konie. Akcja gaśnicza była bardzo ciężka, bo nie mieliśmy wówczas nawet porządnego sprzętu łączności, który umożliwiałby komunikację strażaków, walczących po obu stronach płonącego obiektu. Ponadto na miejscu współpracowali ze sobą strażacy z różnych jednostek i powiatów, którzy widzieli się po raz pierwszy. Mimo to udało im się uratować Stado Ogierów Książ przed całkowitym spaleniem – wyjaśnia Andrzej Marzęda.

Śledztwo prowadzone w związku z pożarem wykazało, że jego przyczyną było podpalenie. Podejrzanym o to był jeden z pracowników Państwowego Stada Ogierów Książ. Podobno chciał się w ten sposób odegrać na prezesie, który zamierzał zwolnić go z pracy za nadużywanie alkoholu. Ostatecznie mężczyźnie nie udowodniono podpalenia. Po kilku latach udało się odbudować zniszczone przez pożar stajnie. Obecnie trudno dostrzec jakiekolwiek ślady po pożarze, który obejmował około kilometra kwadratowego powierzchni.

23 lata temu doszło do jednego z największych pożarów w powo...

Szczepionka Johnson&Jonshon w Polsce wcześniej niż zakładano

Wideo

Dodaj ogłoszenie