Materiał informacyjny

W listopadzie i grudniu zagrają 11 koncertów w całej Polsce – w tym w 5 grudnia w Wałbrzychu, a 13 grudnia we Wrocławiu. W ten sposób świętują 25-lecie pracy w niezmienionym składzie. Czego możemy spodziewać się na wyjątkowych koncertach tej urodzinowej trasy?



Na chwilę przed jubileuszową trasą koncertową z Marcinem Wasilewskim, Sławkiem Kurkiewiczem i Michałem Miśkiewiczem, czyli Marcin Wasilewski Trio, rozmawia Aya Al Azab



Aya Al Azab: Świętujecie w tym roku jubileusz 25 lat wspólnego grania. Jak udało się wam stworzyć tak długo działający, zgrany zespół. Jaki jest wasz sekret?



Sławek Kurkiewicz: Myślę, że na to składa się kilka elementów. Na początku odkryciem był sam fakt, że świetnie się nam gra razem. Kluczowe było również to, że nasze granie podobało się innym muzykom i słuchaczom. Od początku potrafiliśmy porwać publiczność. Podkreśliłbym jeszcze wzajemne podobieństwa co do gustu, smaku muzycznego oraz dosyć wyrównany poziom inteligencji muzycznej. Mam na myśli sposób odnajdywania się w różnych niespodziewanych kontekstach muzycznych podczas improwizacji.



Marcin Wasilewski: Nie planowaliśmy ze sobą grać 25 lat, ale bardzo się cieszymy, że trwa to już tyle czasu i że ciągle możemy się cieszyć ze wspólnego muzykowania. Pamiętam nasze pierwsze granie na warsztatach jazzowych w Puławach, kiedy wykonywaliśmy Softly, as in a Morning Sunrise na jamie i to uczucie ekscytacji z grania spójnego rytmu i „chemii”, jaka była między nami od samego początku. Od tego momentu chciałem, abyśmy tworzyli zespół.



Michał Miśkiewicz: To na pewno wielki dar od losu, że się w ogóle spotkaliśmy te 25 lat temu. Od razu poczułem z kolegami niesamowitą „chemię” muzyczną. Myślę, że w muzyce szukamy bardzo podobnych rzeczy, chodzi o pokrewny estetycznie gust. Mówiąc językiem czysto muzycznym, mamy wspólne poczucie rytmu i podobne wyczucie barwy. Łączy nas też silna potrzeba uzyskania spójnego, szlachetnego brzmienia w zespole. Jesteśmy bardzo wymagający wobec siebie i mimo że to przecież cały czas tylko „fortepian-kontrabas-perkusja”, staramy się iść naprzód, przekraczać granice…



Podobno, by osiągnąć sukces i móc urzeczywistnić marzenia, należy obrać konkretny cel, do którego później się dąży. Czy rozpoczynając tę wspólną przygodę 25 lat temu mieliście plany na tak długą i intensywną współpracę, pełną sukcesów?



MM: Nie. 25 lat temu to była czysta młodzieńcza pasja do muzyki, do jazzu. Chcieliśmy czuć żar na scenie, byliśmy rozemocjonowani muzyką i chcieliśmy zarażać tym też innych ludzi, publiczność. Nie myśleliśmy w kontekście sukcesu jako biznesu.



SK: W moim wypadku to był nie tyle obrany cel, co raczej absolutna pewność, że pragnę zostać muzykiem, jazzmanem, improwizatorem. W kontekście zespołu szczęście polega na tym, że spotkaliśmy się w tym samym punkcie czasoprzestrzeni i stworzyliśmy wehikuł, który trochę samorodnie wystartował i to było naturalne. Raczej bez większego planowania. Bardzo często chęć grania w przypadku muzyków improwizujących jest kompulsywna.



MW: Naszym celem na początku drogi było rozwijanie umiejętności wykonawczych, pokonywanie trudności i poznawanie sekretów muzyki improwizowanej. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że będziemy mogli świętować 25 lat wspólnego grania.



Wasze koncerty są ważną częścią obchodów 50-lecia ECM na świecie. Jako publiczność z Polski patrzymy na wasze dokonania z zachwytem. Każda kolejna płyta nagrywana dla ECM to, z naszej perspektywy, wielkie wyróżnienie. Jednak, po tylu latach z pewnością postrzegacie swoją działalność zgoła inaczej od nas – obserwujących. Jak się czujecie w obliczu tego światowego sukcesu? Czujecie się wciąż wyróżnieni? A może jest to dla was naturalna konsekwencja długoletniej współpracy?



MM: Z pewnością czas robi swoje. Tworzymy od lat w niezmienionym składzie muzykę, którą chcemy grać, w nurcie, w którym czujemy się naturalnie. Obserwujemy wnikliwie, co się dzieje w światowym jazzie i inspirujemy się, ale nie podążamy za tym na siłę, nie staramy się naśladować. Myślę, że ta konsekwencja jest istotna.



SK: Cieszę się, że znaleźliśmy się w ECM w momencie, kiedy jeszcze wydawanie płyt kompaktowych było podstawą rynku fonograficznego. Teraz sytuacja z uwagi na streaming zmienia się gwałtownie. Mamy w internecie obfitość muzyki, bo każdy może ją w sieci publikować i przez to można nie być dostrzeżonym. Wszyscy muszą dywersyfikować metody promocji, my również. Mimo iż muzycy nie są odpowiednio wynagradzani za streaming, to w tej sytuacji pociesza mnie fakt, że nasza muzyka dociera do większej liczby słuchaczy.



Często artyści patrzą na swoją twórczość krytycznym okiem. Wydaje się im, że pewne decyzje, technika gry, wrażliwość wykonawcza, były do poprawki. Niektórzy wręcz wstydzą się siebie z wczesnomłodzieńczych lat. Są jednak rzeczy niepowtarzalne i charakterystyczne dla młodych twórców, jak chociażby niepokorność, świeżość. Czy jest coś z Simple Acoustic Trio, co chcielibyście z sentymentem przywrócić?




MW: Nauka muzyki i gry na instrumencie to długi i żmudny proces. Zawsze jest coś do poprawienia i zawsze mogłoby być lepiej. Szczególnie na początku nie jest łatwo. Nadpłaca natomiast młodzieńczość, dziewiczość materii i pewna skłonność do ryzykowania, która wynika czasem z większej odwagi, jaką mają młodzi muzycy. Często można się w ten sposób znaleźć w przysłowiowych krzakach (śmiech), natomiast doświadczenie pozwala łatwiej z nich wyjść.



A co z tych chłopaków z Koszalina, którzy zdecydowali się grać jazz, pozostało do dziś?





MW: Pozostała ta sama pasja do grania muzyki, jaka powstała w Koszalinie i zawsze, kiedy jesteśmy w tym szczególnym mieście z koncertem jest to dla nas przeżycie emocjonalne.



Czego się można spodziewać po waszej jubileuszowej trasie koncertowej? Co was w niej cieszy najbardziej?



MM: Jak zawsze cieszy nas spotkanie z publicznością. Odwiedzimy miejsca, w których dawno lub nigdy nie graliśmy. Oprócz repertuaru z ostatnich płyt zaczniemy też grać nowy materiał, więc będzie to trochę podróż z przeszłości w przyszłość.



SK: Wygląda na to, że jest świetnie zorganizowana i że zagramy w miejscach, w których dawno nie graliśmy.



MW: To, że możemy pracować i być z publicznością. Dawać jej z siebie to co mamy najlepsze.



Czy zespół z takim bagażem doświadczeń i sukcesów jeszcze o czymś marzy? Czego mogę wam życzyć?



MM: Ja osobiście marzeń specjalnie nie mam. Bardziej jest to pragnienie, by dalej móc robić to, co się kocha, co daje spełnienie. Na pewno współpraca z Marcinem i Sławkiem to daje, więc życzmy sobie zdrowia, i oby tak dalej.



SK: Zdrowia!



MW: Zawsze jest coś nowego do odkrycia, spotkanie kolejnego świetnego muzyka, z którym można stworzyć nowa muzykę lub samemu skomponować najpiękniejszy utwór, choćby dla samego siebie. Na tym polega piękno i magia muzyki, że możesz się dzięki niej wyrazić. Człowiek wymyślił wiele pięknych rzeczy i jedną z nich jest właśnie muzyka.



Rozmawiała Aya Al Azab


Wydarzenia Kulturalne | Wiadomości Kulturalne

Więcej na temat: