Rodzice zabitego na Armii Krajowej w Wałbrzychu Pawła G. przerywają milczenie. Chcemy, żebyście wiedzieli, że nie był draniem

Adrianna Szurman
Adrianna Szurman
Sąd w Wałbrzychu bada okoliczności śmierci 29-letniego Pawła G., który zginął w mieszkaniu przy ul. Armii Krajowej
Sąd w Wałbrzychu bada okoliczności śmierci 29-letniego Pawła G., który zginął w mieszkaniu przy ul. Armii Krajowej ADA
Rodzice Pawła, który zginął od ciosu nożem w mieszkaniu przy ul. Armii Krajowej w Wałbrzychu przerywają milczenie. Zdecydowali się porozmawiać z naszą dziennikarką. - Bo wszyscy myślą, że był ostatnim draniem. A nie był - mówi pani Beata. Jej syn został dźgnięty nożem najprawdopodobniej przez 13-letniego chłopca, który miał stanąć w obronie mamy.

Sąd Rodzinny i Nieletnich w Wałbrzychu nadal bada okoliczności tragedii w mieszkaniu przy ulicy Armii Krajowej w Wałbrzychu. Wstępne ustalenia, o których informowały media w całej Polsce, są takie.

Do mieszkania na Starym Zdroju w Wałbrzychu przyszedł ojciec dwójki dzieci, który miał być byłym partnerem mieszkającej tam kobiety. Między dorosłymi wywiązała się awantura, podczas której mężczyzna miał nie po raz pierwszy zaatakować matkę, a wtedy w jej obronie stanął 13-letni syn, który dźgnął mężczyznę nożem. 29-letni Paweł G. zginął na miejscu.

- Tylko, że on wcale nie był żadnym byłym partnerem. On tam mieszkał, żył z nią i z dziećmi. Kochał ich, a wszyscy zrobili z niego potwora - mówi pani Beata, mama Pawła. Z trudem powstrzymuje łzy. W pokoju, gdzie rozmawiamy na komodzie płonie znicz, obok stoją zdjęcia 29-latka i jego dwójki dzieci. Nie wygląda na zbója. Ale pozory mogą mylić.

Waha się, czy rozmawiać z dziennikarką. Jest poddenerwowana. - Po co to wszystko, co to teraz zmieni, jak chcesz to mów, ja chcę mieć spokój, chcę wnuki zobaczyć - rzuca w stronę męża.

- A ja chcę wiedzieć, co się tam stało! Pawła nie ma, chcę wiedzieć dlaczego. To był kawał chłopa, gdyby jej chciał zrobić krzywdę, to by zrobił. Nie obroniłaby się - mówi pan Piotr. Ojciec podkreśla, że syn aniołem nie był. Lubił wypić parę piw, nie miał stałej pracy, ciągle imał się różnych zajęć. Na czarno. W tartaku jedynie przez chwilę zatrudniony był legalnie.

- I właśnie o to te całe awantury tam były. O pieniądze. Pieniądze i pieniądze, że alimentów nie płaci. Ale my siatami nosiliśmy zakupy regularnie. Pralkę im kupiliśmy, on kafelki w tym mieszkaniu kładł. Potrafiłem 16 reklamówek jedzenia w Biedronce kupić i zawieźć, żeby dobrze było, żeby dzieciom niczego nie brakowało, no i oni żeby mieli co jeść. Zresztą u mnie jest to samo. Jedzenie musi w domu być. Pokażę Pani, o tam dwie zamrażary stoją wypakowane. Jakby mi się coś stało, to Mysza będzie miała przynajmniej na pierwsze trzy miesiące - mówi Piotr i spogląda na żonę.

Zaraz też pokazuje gangi pluszaków, które wiszą na lodówce, a które seriami zabierał z Biedronki dla dzieci. Bawią się nimi, kiedy przyjeżdżają do dziadków. Dziewczynka ma 5 lat, chłopiec 7.

- Często u nas bywały. Raz wnuk, raz wnuczka. Ten starszy, 13-letni, to mój przyszywany wnuk. On też przyjeżdżał. Lubię go, a on mnie. Mówił do mnie dziadek. Nie mam do niego żalu, chcę tylko wiedzieć, co tam się tak naprawdę wydarzyło. Nie mogę uwierzyć, że mógł zrobić coś takiego. On jest spokojny, zrównoważony, dobry chłopak. Tęsknię za wnukami, przecież regularnie u nas bywały, zostawały na noc - dodaje ojciec Pawła.

Rodzice 29-latka podkreślają, że ich syn przez trzy tygodnie przed śmiercią mieszkał właśnie na Starym Zdroju przy ul. Armii Krajowej w Wałbrzychu ze swoimi dziećmi i ich mamą.

- Jak się pokłócili, to się wyprowadzał na kilka dni i wracał do nas, potem pisał esemesy, że kocha. Tęsknił za nią. To była jego druga dziewczyna w życiu. To z nią miał dzieci. Nie dorósł. Mieliśmy nadzieję, że się ustatkuje, uspokoi, znajdzie stałą pracę. Sam mówił, że to się za szybko potoczyło, że nie dorósł, ale kocha - zaznacza mama Pawła.

- Przecież tydzień wcześniej byli całą rodziną w Zoo we Wrocławiu. Ciągle jeździli na jakieś wycieczki, a to nad wodę, a to do Dworzyska, do Książa, do Jaworzyny. Przecież zdjęcia wysyłali. Jaki skończony drań tak robi? To tak ciągle było. Kłócili się, rozstawali, wracali, znowu się kłócili i tak w kółko.

- Po tych awanturach, mówiłam jej, jak jest źle, to go nie wpuszczaj do domu. Po co go wpuszczasz. Wiesz, jaki Paweł jest. Nie posłuchała...

Paweł G. w 2018 roku został skazany za zniszczenie toalety w mieszkaniu na Armii Krajowej w Wałbrzychu, za nachodzenie partnerki w domu i za uderzenie jej w głowę, czym spowodował obrażenia twarzy (zasinienie lewego policzka). Sąd nakazał mu oddać kobiecie 1000 zł za zniszczenie sedesu i instalacji.

- Więcej interwencji tam nie było. Tylko wtedy, w tym grudniu 2018 roku - mówi nam Marcin Świeży z Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu.

Wyrok zapadł w 2019 roku. Paweł G. dostał karę w zawieszeniu, miał też pracować społecznie. O co poszło?

- Nie wiemy, nie powiedział. Pamiętam, że kłócili się o pieniądze. Pamiętam też, że pewnego dnia przyszedł cały śmierdzący fekaliami. Pytam, Paweł co ty, co się stało. To powiedział, że się sedes zapchał i ona zaczęła krzyczeć, że nie działa, że przepchać trzeba. Powiedział "zaczęła skakać do mnie", to pamiętam... Przepychał, nie wyszło, rozwalił sedes, wywiązała się awantura. Nie wiem, czy się szarpali i kiedy ją uderzył, nie powiedział

- Ja wiem tylko jedno, że ona krewka jest i zaczepna. Taki charakter. Mówili mi jego koledzy, że klockami drewnianymi w niego rzucała, nawet gorszymi rzeczami, ale dowodów nie mam na to. A syn też w kaszę nie dał sobie nadmuchać. Proszę Pani, do kłótni trzeba dwojga, nie jednego.

Sąsiedzi, mówią że znęcał się nad rodziną, że zabierał dzieci, a matka biegła za nim i płakała "oddaj mi je". O tym, co działo się na Armii Krajowej w Wałbrzychu opowiadali m.in. w programie Interwencja.

- Jacy sąsiedzi, proszę mi powiedzieć. Jedna kobieta, która mówiła że syn ma dwie córki, że je zabrał. Przecież to kłamstwo jest, bo Paweł ma syna i córkę. To co ona może wiedzieć. Nie wiem, o chodzi z tym zbieraniem. Dzieci nie spały nigdzie indziej, jak tu u nas. Nawet po śmierci taty, dzwonił wnuk i mówił, że chce przyjechać. On wie, że ma tu dobrze u nas. Ale matka nie pozwoliła. Mówi, że jest śledztwo i nie można. Wtedy, jak je zabrał, to do nas miały przyjechać - denerwuje się pan Piotr.

Dzień śmierci Pawła dobrze pamięta. To był czwartek, 12 sierpnia 2021 roku. Paweł przyszedł do niego do warsztatu po pracy, wypili po piwie. Mówił, że wraca do domu, bo (imię do wiadomości redakcji) jest zdenerwowana, bo za jej plecami ustalił, że syn będzie spał u babci i dziadka. No i wypił piwo, to też będzie zła. Bo to się często kłócili, że Paweł za dużo pije.

- Ona przecież też nie pracowała i nie pracuje. Na jakieś kursy się zapisała i dzwoniła, że chodzi na nie trzy razy w tygodniu. I właśnie w piątek miała iść na ten kurs, dlatego wnuk miał do nas przyjechać. Ale to ją zdenerwowało, miała pretensje, że za plecami...

To był ostatni raz, kiedy widział syna. Kobieta dzwoniła do niego jeszcze tego samego dnia wieczorem, prawdopodobnie już po śmierci 29-latka, że musi przyjechać, jest potrzebny, bo ona musi wyjść. - Ale byłem po piwie, powiedziałem, że nie mogę kierować. Połączenia od żony odrzucała.

- Napisała do mnie list, mam go. Że przeprasza, że nie chciała. Że my straciliśmy syna, a dla niej to podwójna tragedia, bo dotyczy Pawła i jej syna. Napisała, że nie chce, byśmy odwrócili się od dzieci. A przecież my je kochamy, chcemy je widywać. Ja chcę tylko, żeby Pani powiedziała to ludziom, że mój syn nie był takim ostatnim draniem. To nie tak.

Paweł G. spoczął na cmentarzu przy ul. Żeromskiego w Wałbrzychu. Rodzice pochowali go na babci, tam gdzie sami mieli być pogrzebani po śmierci. 29 lat to nie czas na umieranie. - To on miał pożegnać nas.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Karol
W końcu większości ludziom otworzą się oczy. Dziękujemy redaktorom jak i rodzicom bo tylko garstka ludzi wie jaka była prawda a większość wypowiada się "bo przeczytali nagłowek" gdzie gazeta robi fejm, w ogóle sprawy nie znając. Tym razem jednak porządny artykuł
Dodaj ogłoszenie